Czekaj…

Oleńka odc. 13/20

Weszła do jej pokoju. Renata leżała zwinięta w kłębek na łóżku. Szczelnie okryła się kocem. Kot leżał w zagięciu jej nóg.

– Śpisz?

– Nie – nie ruszyła się. Dopiero teraz, gdy podeszła bliżej zobaczyła wystające spod koca chusteczki higieniczne.

– Co jest?

– Beczę.

– Widzę, ale coś się stało?

– Orik, przypomniał mi się.

– Myślę, że go cały czas pamiętasz.

– No tak … Strasznie tęsknię … To jest momentami nie do wytrzymania, ta pustka po nim. No to jakiś horror jest. I reszta ekipy …

– Co z nimi? –

– Zobacz na niego. Marian ciągle śpi, jakby w jakiś letarg zapadł, słabo je. Sońka znowu świruje i je za pięciu. Psiaki niechętnie po spacerze wracają do domu, bo tu chyba czują jeszcze Orfeusza. Starliśmy się wszystko posprzątać, no ale wiesz jak to jest. Jego sierść wbijała się wszędzie.

– A Majka?

– Ona luz, nic po niej nie widać. Chociaż czasem wydaje mi się, że czuje nasz smutek.

– Wydaje mi się, że jak na zwierzaki to długo już trwa. Chyba minęły trzy tygodnie …

– Ano, widać bardzo były przywiązane do siebie. Poza tym Orik to był gość – znów popłynęły łzy z jej oczu.

– Kochana wstawaj – Ola podeszła do przyjaciółki i zsuwała z niej koc, jednocześnie zwijając go na rękę.

– Co robisz?

– Wstawaj, wstawaj. No już! – poganiała Renię.

– Ale …

– Nie marudź!

– Ciągle to ostatnio słyszę. Dobra, ale co chcesz? – usiadła na łóżku.

– Wychodzimy! Za pięć minut przychodzę po ciebie.

– O ludzie, co ona wymyśliła?

Chwilę później spotkały się na korytarzu. Ola na ramionach miała plecak.

– Gdzie idziemy?

– Do Orika, oczywiście.

Renata spojrzała na nią wystraszona.

– Po co?

– Bo tak chcę.

Kilka minut później szły ścieżką w stronę miejsca, gdzie go zakopały. Renata szła odrętwiała i jednocześnie w środku w sobie zła, że zgodziła się przyjść tutaj. Niby w czym miało to jej pomóc? Po co to wszystko? Czy naprawdę chodzi się na groby swoich psów? Już widziała wzgórek ziemi, gdzie był zakopany i już łzy płynęły jej z oczu. Zatrzymały przy tym miejscu i stały. Renata płakała coraz bardziej, Ola objęła ją w pasie. Myślała o swoich rodzicach. O ich grobie, którego nie widziała, chociaż może go widziała … Przez mgłę pamięta pogrzeb, a potem to już nic. Dopiero od około roku zaczęła zapamiętywać, co się wydarzało dzień po dniu. To co było wcześniej nie potrafiła odtworzyć.

Renata spojrzała w jej stronę i Ola już wyciągnęła rękę, by ją przytulić. Przylgnęła do niej jak skrzywdzony psiak. Trwały tak kilka minut. Renata odchyliła głowę:

– Chętnie bym tu usiadła, ale jak?

– Nie ma sprawy – uśmiechnęła się do niej – tylko musisz mnie puścić. Ola wyjęła ze swojego plecaka mały kocyk w zieloną kratkę.

– No nie … jesteś niemożliwa – zaśmiała się przez łzy.

– To nie wszystko – usiadły na kocu. Ola dalej wyjmowała z plecaka termos i pudełko, i maleńki kubeczek. Rozlała herbatę do kubeczków, ten od termosu wzięła dla siebie, porcelanowy podała przyjaciółce. Otworzyła pudełko.

– Nie wierzę, moje ulubione … Skąd je wzięłaś? Tak dawno ich nie jadłam …

– Kiedy Orik odszedł, kilka dni później poszłam do sklepu na zakupy. Zobaczyłam ciasteczka i pomyślałam o tobie. Czułam, że mogą się przydać.

– Dzięki. Dzięki też, że mnie tu wyciągnęłaś. To ważne.

– Dla mnie też.

Renata spojrzała jej w oczy.

– Chyba czas, żebym poszła do rodziców. Nigdy tam nie byłam.

– Ola! – Renata spojrzała na nią zaskoczona – nie pamiętasz? Naprawdę nie pamiętasz?

– Nie, czego? – zdziwiła się taką gwałtowną reakcją przyjaciółki.

– Byłaś tam kilka razy. No, razem tam byłyśmy … Jak to nie pamiętasz?

– Nie.

– Kurcze, jak to możliwe, że to zapomniałaś? Byłam pewna, że tam chodzisz czasem.

– Nie, nie chodzę. Naprawdę tam byłyśmy?

– No, tak. Może cztery razy.

Obydwie zamilkły. Renata zastanawiała się jak to możliwe, że nie zauważyła, że Olka nie odwiedza rodziców.  Ola zaś nie mogła zrozumieć jak to się stało, że nie pamiętała. Jednocześnie sięgnęły po ciastko.

– Jednak my ludzie to dziwni jesteśmy.

– Cholernie skomplikowani – roześmiały się.

– Dobrze, że Orik już spokojny. To kochane zwierze było.

– Jest kochane.

– Masz rację, to się nigdy nie zmieni.

Kiedy wracały do domu, Renata opowiedziała o Janku, który ma praktyki u Heńka, jest miły, dużo mówi i chętnie słucha. Mówi, że wie co czuje, że też miał psa, którego kochał, że „dałby się za niego posiekać”. I on też padł rok temu, w dniu, w którym zdał egzaminy na weterynarię.

– A jak Staszek? – Uśmiechnęła się zalotnie.

– Jutro przyjdzie.

– Szybko, świetnie.

– Chce robić gładź, umalować ściany i zrobić meble.

– No, wow … Nie wiedziałam, że on taki zdolniacha.

– Mam zrobić projekt.

– Czego?

– Mebli.

– Kurcze będziesz miała nowe meble z dinozaurów. Szok! Nikt takich nie będzie miał.

– Wariatka – obydwie śmiały się głośno.

– Uważaj na ten wałek, mówię ci, jest szalony.

 

Nota prawna : Informuję, iż jestem autorką wszystkich tekstów zawartych na  stronie internetowej www.ewaczernik.pl. Informuję również, że potwierdzenie mojego autorstwa zostało zabezpieczone prawnie. Proszę zatem, abyś przestrzegał praw, jakie mi przysługują. Jako autorka nie zezwalam na jakiekolwiek wykorzystywanie całości lub fragmentów tekstów zawartych na niniejszej stronie internetowej bez mojej zgody lub w sposób naruszający moje prawa chronione prawem autorskim. W szczególności nie zezwalam na kopiowanie, wydawanie, utrwalanie, zwielokrotnianie, jakikolwiek obrót, publikowanie w internecie i publiczne odtwarzanie treści zawartych na stronie internetowej. Jeśli chcesz wykorzystać mój utwór – skontaktuj się ze mną.

Możliwość komentowania została wyłączona.